Ocal życie naszego Dziadziusia, nie pozwól mu umrzeć… ZBIÓRKA NA CEL: OPERACJA NANOKNIFE NOWOTWORU DLA RATOWANIA ŻYCIA MIROSŁAWA | Puls Kaszub
Ocal życie naszego Dziadziusia, nie pozwól mu umrzeć… ZBIÓRKA NA CEL: OPERACJA NANOKNIFE NOWOTWORU DLA RATOWANIA ŻYCIA MIROSŁAWA

Ocal życie naszego Dziadziusia, nie pozwól mu umrzeć… ZBIÓRKA NA CEL: OPERACJA NANOKNIFE NOWOTWORU DLA RATOWANIA ŻYCIA MIROSŁAWA

Do naszej redakcji dotarł e-mail abyśmy pomogli w zbiórce na operacje NANOKNIFE NOWOTWORU DLA RATOWANIA ŻYCIA MIROSŁAWA zbiórka odbywa się na portalu siepomoaga.pl postanowiliśmy pomóc , dlatego publikujemy opis ze strony siepomaga.pl z linkiem do zbiórki.

Rak zabił moją mamę. Walczyła dzielnie, ale przegrała. Była rozpacz, nieopisany ból, ale w końcu trzeba było żyć dalej… Gdy już myśleliśmy, że rodzina stanęła na nogi, równo 5 lat po diagnozie mamy nasz kochany tata dowiedział się, że ma nowotwór… Cios nie do opisania. Wróciły wspomnienia tamtej tragedii, jednak zamiast się załamać, postanowiliśmy walczyć, by nie stracić drugiego rodzica! Tata dostał szansę, której nie miała mama. Jednak bardzo boimy się, że nie zdąży jej wykorzystać… Operacja metodą Nanoknife musi odbyć się jak najszybciej. Gdy pojawią się przerzuty, będzie za późno, mój tata umrze, tak samo jak mama. Proszę, pomóżcie…

Bardzo przeżyliśmy śmierć mamy, której diagnoza zapadła zbyt późno. Pamiętam ten dzień, gdy jej choroba dała o sobie znać po raz pierwszy. Siedziałyśmy razem w kuchni i piłyśmy poranną kawę, gdy nagle zabolał ją brzuch. Ból minął równie szybko jak się pojawił, ale wrócił już kolejnej nocy. Mama zgłosiła się do lekarza, dostała skierowania do specjalistów. Po serii badań diagnoza zwaliła nas z nóg – rak trzustki z przerzutami.

Mimo ciężkiej walki, w bólu i cierpieniu, po niespełna 8 miesiącach mama tę bitwę przegrała.

Było poczucia niesprawiedliwości i pytania, które już na zawsze pozostały bez odpowiedzi. Ale musieliśmy żyć dalej. To, że byliśmy razem dodało nam sił, by powoli wrócić do życia bez mamy. Chcieliśmy wierzyć, że uwolniliśmy się od raka raz na zawsze… Gdy rodziły się wnuki, gdy brałam ślub, właściwie każdego dnia brakowało nam mamy, ale dzięki tacie przetrwaliśmy ten straszny czas. Miało być lepiej…

Tata od tego czasu bardzo o siebie dbał, regularnie się badał. Właśnie podczas jednego z takich badań, w sierpniu ubiegłego roku okazało się, że na jego trzustce jest guz… Na mnie i dwie moje siostry padł blady strach. Niedowierzanie, lęk, rozpacz znów zamieszkały z naszą rodziną. Wszystko do nas wróciło niczym bumerang. Ale wierzyliśmy, że tym razem nie będzie to rak, bo przecież piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce!

Niestety, chociaż mieliśmy nadzieję, kolejne badania potwierdziły najgorsze – nowotwór trzustki! Rak zabrał nam jednego rodzica, teraz zaatakował drugiego! Po miesiącu tata leżał już na stole operacyjnym, a ja i moje dwie siostry modliłyśmy się, by Bóg nie zabierał nam jeszcze jego. Ale nie udało się nic zrobić – lekarze po otwarciu brzucha stwierdzili, że guz oplata żyłę krezkową, nie można go bezpiecznie usunąć. Zaszyli więc tatę i wdrożyli chemię.

Tata się nie poddaje. Powiedział, że musi walczyć, bo nie może nas zostawić samych. Mama po diagnozie się załamała, a my wierzymy, że nastawienie jest tak samo ważne w walce z rakiem, jak leczenie. Nie myślimy więc o śmierci, chociaż przychodzi ona w snach… Nie możemy jej oddać taty! To on spaja naszą rodzinę, zawsze kochający, dobry, serdeczny, pomocny. Wspaniały mąż i ojciec. Przedkładał dobro nasze nad swoje pasje. Pracował całe życie, aby nigdy niczego nam nie zabrakło. Dbał o mamę, mnie i moje dwie siostry.  Pamiętam, że to on był ze mną, gdy pierwszy raz szłam do szkoły. Trwał wraz z nami, był przy mamie cały ten czas, nigdy nie pozwolił nam się poddać. Mówił, jak ważne jest walczyć. Nie pokazuje nam, że mu ciężko, chociaż w jego oczach widzę strach – diagnoza bardzo go przybiła…

Ostatnie badanie wykazały, że chemia nie zmniejszyła guz. Lekarze poinformowali nas, że tata ma właściwie jedyną szansę – zabieg metodą Nanoknife. Niestety, póki co tego typu zabiegi nie są refundowane, chociaż dla wielu chorych stanowią jedyną szansę na pokonanie nowotworu! Bez pilnej operacji tata nie ma żadnych szans…

Chociaż nasi rodzice bardzo się kochali, tata nie chce jeszcze dołączać do mamy, ma po co żyć! Tylko on nam został, jest jeszcze młody, to nie czas, by umierać! Ma dzieci, wnuków, które bardzo go kochają… Życie naszego taty zostało wycenione na blisko 50 tysięcy złotych. To kwota, której nie mamy. Według lekarzy, aby zabieg był skuteczny, musi zostać przeprowadzony jak najszybciej, najlepiej w pierwszym tygodniu lutego. Czas nieubłaganie ucieka, trzeba się śpieszyć, by rozwój choroby nie przekreślił szansy na leczenie. Dlatego zdecydowałam się w imieniu taty i moich sióstr poprosić o pomoc ludzi o otwartych sercach. Sami nie poradzimy sobie z naszym dramatem i wiemy też, że drugiej takiej szansy nie będzie…

Beata, córka Mirosława

Link do zbiórki https://www.siepomaga.pl/miroslaw





Udostępnij na:

About author

Related Articles